Po zamachach w Paryżu, najbardziej krwawym dniu dla Francji od czasów drugiej wojny światowej, merowie francuscy, miast zaostrzyć politykę w stosunku do wyznawców islamu, postanowili walczyć… z chrześcijaństwem, z wszelkimi przejawami chrześcijaństwa.

Nie wolno więc eksponować choinki w miejscach publicznych, przedstawiciele władz francuskich wszystkich szczebli nie mogą wykonać znaku krzyża. Odpowiedzią na terroryzm islamski ma być pogłębienie laickości i neutralności światopoglądowej państwa (jeśli takowa w ogóle może istnieć).

Europa, która od kilku dziesięcioleci sukcesywnie niszczy wszelkie przejawy swego chrześcijańskiego dziedzictwa i prowadzi mniej lub bardziej jawną walkę z Kościołem i Dekalogiem, zastępując rozsądek, prawo Boże i naturalne bełkotliwą nowomową, okraszoną poprawnością polityczną, podporządkowaną dyktaturze spod znaku tęczowej tolerancji: nowego sztandaru i godła programowo bezwyznaniowego, ahistorycznego i antynarodowego społeczeństwa multi-kulti – dziś zbiera żniwa tej chorej polityki.

W tym szaleństwie jest metoda. Życie duchowe nie zna próżni. Miejsce chrześcijaństwa, duchowości chrześcijańskiej, rozkwitającej w ascezie średniowiecznej, pod żebrowymi sklepieniami gotyckich katedr, w Summie Teologicznej i kodeksie rycerskim, w Mszy św. trydenckiej i chorale gregoriańskim, zajęła najpierw trójkolorowa flaga francuska, gilotyna, pod którą w rytmie Marsylianki spadały chrześcijańskie głowy ancien regime’u, wreszcie – dyktatura tolerancji i poprawności politycznej, następnie wojujący islam, programowo nienawidzący Europy Krzyżowców (tej ze świecą już niestety szukać). I Europy bezwyznaniowej i zepsutej.

Po zamachach w Paryżu niemal cała postępowo-liberalna Europa przyoblekła miast kiru żałoby, trójkolorowe francuskie barwy, obecne od czasu antychrześcijańskiej rewolucji francuskiej. Intensywność nagromadzenia tych barw była wprost proporcjonalna do stopnia wyprania danego miejsca na mapie Starego Kontynentu z wartości chrześcijańskich. Je suis Charlie!, krzyczała cała Europa w styczniu tego roku, nie bardzo wiedząc, co właściwie wykrzykuje. Dziś – „Wszyscy jesteśmy Francuzami”, również nie rozumiejąc, o co chodzi, a właściwie chcąc powiedzieć: „nie chcemy być Francuzami”.

Zachód nie ma pojęcia, jak się bronić. Zapomniał, że od wieków najlepszą i niezawodną bronią była modlitwa i oddanie się woli Bożej, co zaostrza umysł i pozwala realnie oceniać prawdziwe zagrożenia, którym można się odpowiednio przeciwstawić – ora et labora: Na koniec bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi. Przyobleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła (por. Ef 6,10-18). Teraz powinniśmy krzyczeć: Módlmy się za Francję! O opamiętanie i nawrócenie. Módlmy się za Europę.

Europa współczesna reaguje wybiórczo. Czy malowała sobie krzyże na twarzach, wstawiała krzyże na fejsbukach, czy tworzono na najważniejszych budynkach w Europie iluminacje świetlne układające się w kształt krzyża? Nie. Europa postępowa milczała i milczy nadal, choć chrześcijanie to obecnie najbardziej prześladowana grupa religijna na świecie. Krzyczy za to w obronie „uciskanych” środowisk LGBT. Bo Krzyż nie mieści się w jej laickim dekalogu. Jest przeszkodą we wprowadzaniu nowego porządku. Nie powinno więc dziwić, że po zamach w Paryżu eurokraci zaczęli mówić o… islamofobi (sic!) i podjęli kroku zmierzające do… rozbrojenia społeczeństw Europy.

Najdziwniejsze i najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że większość obywateli francuskich zgadza się na inwigilację państwa, drastyczne ograniczenie wolności obywatelskich wprowadzane pod pozorem ochrony obywateli. Widać, że dyktatura poprawności politycznej i kilkudziesięcioletnia propaganda zrobiły swoje: odebrały większości zdrowy rozsądek i umiejętność logicznego myślenia. Masa krytyczna została osiągnięta: nie będzie już buntu mas, bo „masa” społeczna nie czuje potrzeby się buntować, masa śpi, w szatańskim letargu.

Czy Europa otrząśnie się z demonicznej hipnozy? Feliks Koneczny*, genialny, zapomniany polski myśliciel powiedział, że nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Albo się jest cywilizowanym, albo nie. Ostrzegał, że mieszanki cywilizacyjne giną. Już dziś widać, że multi-kulti to bomba z opóźnionym zapłonem. Przebudzenie może nastąpić, jeśli ludzie zwrócą się do korzeni, do tego co jest sercem Starego Kontynentu – do chrześcijaństwa i do chrześcijańskiego dziedzictwa kulturalno-społecznego. Jeśli Europa nie chce klękać przed Bogiem, to będzie musiała ugiąć kark przed wojującym islamem.

Agnieszka Wygoda

 

* por. Feliks Koneczny, Polskie logos a ethos, 1921; F. Koneczny, odczyt na KUL, 1927; F. Koneczny, O wielości cywilizacji, 1935.